Z życia redakcji PS3Site: Chomika rok 2011…

Zeszłorocznym nowicjuszem w kadrze był Vergil, a jako najmłodszy członek załogi przedstawiał się Musiol - dzisiaj oba tytuły zgarnąłem ja i nie narzekam z tego powodu, nawet trochę milej mi z tymi broszkami aniżeli bez. Przedstawię wam, kogo wyśmiałem, czym się zachwyciłem, a co mnie pozytywnie (lub nie) zaskoczyło. 

Chomik, sosnowiecki rzezimieszek

Przygodę z grami zaczynałem na pececie, na którym pierwsze tytuły, o ile mnie pamięć nie myli, to Croc i Jazz Jackrabbit 2, jednak byłem na tyle młody, że z tych gier nie pamiętam praktycznie nic. Gry na miarę mojego dzieciństwa były dwie. Do dziś pamiętam, jak brat odbierał mnie z przedszkola, by zaraz po przyjściu do domu zagrać kilka partyjek w Mortal Kombat 4 (do którego mam do dziś sentyment). Swoją drogą, ile zwycięstw może odnieść 5-latek z dziewięć lat starszym bratem? Odpowiedź brzmi: dokładnie dwa, z czego jedno poprzez błąd w grze, ale cieszyłem się jak nigdy. Drugą grą były „deskorolki”, czyli nieśmiertelny Tony Hawk’s Pro Skater 2, w którego ciągle lubię sobie zagrać. Z kolegą z osiedla katowaliśmy high score’y nie potrafiąc zrobić ani jednego tricku, do głowy nam wtedy nawet nie przyszło, żeby sprawdzić sterowanie. W wyniku tego staraliśmy się robić High Score, Sick Score, czy co tam jeszcze było, samymi obrotami wokół własnej osi, co nie oznacza, że gra była mniej interesująca. Ach, te maluchy :) Kończąc rozczulania nad czasami świetności mojego peceta, muszę wspomnieć, że moją następną platformą do gier było PSP, które posiadałem przez około rok, by zamienić je na PS3, które sprowadziło mnie tutaj – na PS3Site.pl. Wcześniej swoje teksty publikowałem na łamach for (w tym PS3site). Poza grami interesuję się liryką, muzyką (przez zagraniczny rock i metal po starannie wyselekcjonowany ambitny polski hip-hop), human beatboxingiem i piłką nożną. Moje teksty ukazują się co tydzień, piszę od zapowiedzi, przez tanioszki i recenzje, kończąc na publistyce. Skoro wiecie już o mnie sporo niepotrzebnych rzeczy, możemy przejść do moich typów.

 

Moja gra roku 2011?

Mortal Mortal Kombat to wielki tort, który zawiera w sobie wszystkie ulubione smaki dzieciństwa czy młodości fanów serii. To tort, który smakuje jeszcze lepiej po długim katowaniu nas przez twórców spin-off’ami pokroju DC Universe i innymi pierdołowatymi częściami serii. Twórcy powrócili do wręcz obrzydliwej, zbryzganej krwią i flakami brutalności, zremasterowali kultowe tła pojedynków, cieszące nasze ślepia do granic możliwości, wprowadzili obrażenia widoczne na postaciach, a podczas bardziej hardkorowych starć możemy zawiesić oko na wystającym spod skóry żebrze, czy obdartym ze skóry policzku. Gra jest niesamowicie miodna. Każdy, kto miał przyjemność zagrać, musi z wypiętą piersią dumnie przyznać – tak, to jest ten stary, dobry Mortal.

 

Największy FAIL 2011?

Bezapelacyjnie fejlem roku jest Killzone 3, który do pięt nie dorasta swojemu poprzednikowi. O ile w KZ2 fabuła nie była najmocniejszym elementem, to w KZ3 jest ona po prostu cholernie cienka. Kiedyś w jakiejś gazecie o grach (nie pamiętam tytułu), przed premierą Dooma 3, spotkałem obrazek, który odnosił się do poziomu ciemności pomieszczeń w serii, gdzie w pierwszej części było jasno, w drugiej ciemniej, a w trzeciej po prostu czarny ekran. Klimat Killzone’a 2 był budowany poprzez brudne, szare kolory,  które w niegodnej następczyni zostały wrzucone z impetem do kosza, niczym kartki maszynopisu pisarza, który jest świadom swojej niemocy. Zostały zastąpione przez tradycyjną paletę kolorów, co mi zdecydowanie nie przypadło do gustu. Jednak znajdzie się i malutka pochwała, ponieważ w grze znalazł się co-op, który jest tak bardzo pomijany przez wydawców.

 

Czarny koń

A tutaj mała niespodzianka, bowiem czarnym koniem roku 2011 jest…Polska! Szkoda, że nie możemy tego powiedzieć o naszej reprezentacji w kontekście nadchodzącego Euro, ale wracamy z powrotem do tematu. Miniony rok dał znać polskim graczom, że my również mamy swój rodzimy rynek gier, który prężnie się rozwija, dzięki czemu możemy myśleć w jasnych barwach o grach z polskich stajni. Doczekaliśmy się takich tytułów jak rewelacyjny Wiedźmin 2, Bulletstorm, Afterfall: Insanity, Call of Juarez: The Cartel, Dead Island i Sniper: Ghost Warrior (którego kolejna część już powstaje). O ile na Wiedźmina 2 i Afterfall nie bardzo mamy na co liczyć, że zawirują w czytnikach naszych chlebaków, o tyle reszta gier mogła już zostać przez nas spokojnie ograna. Pewnie sobie myślicie: „Call of Juarez, Afterfall, wielki mi tytuły”. Kiedyś trzeba nabrać doświadczenia i wyciągnąć wnioski z popełnionych błędów, prawda?

 

Branżowe zaskoczenie?

Moim faworytem w tej kwestii jest rozpad Team Bondi, które pomimo sprzedania ponad 4 mln kopii wyśmienitego L.A. Noire, zostało zamknięte przez kłótnie z Rockstar o nadgodziny, problemy w zarządzaniu, a przede wszystkim o wpompowane w projekt pieniądze – czyli standard. Przykro mi było, gdy o tym usłyszałem, ponieważ sukces  gry nie przełożył się na sukces jej twórców. Mimo to ekipa nie poddaje się i już tworzy kolejny tytuł, który, jak zapowiedziano, ma mieć najlepszą fabułę ze wszystkich gier wideo. Ja już ocieram łezki i zacieram rączki na nowy twór.

 

Czego nienawidzę?

PlayStation Store powstało z myślą przedstawienia oferty gier, które miały być tańsze dla odbiorcy, m.in. o transport, tłoczenie płyt, jak i samą płytkę, drukowanie, wkładanie tego i takie tam, a tym czasem dostawaliśmy gry nawet droższe – a to przez składki, które nie pozwalały po prostu na odejmowanie tych kosztów, więc twórcy gry dostępne w sklepach za przykładowe 189zł, wystawiali je po powiedzmy 239zł (na przykładzie BF3). W końcu ktoś wyszedł z pomysłem zredukowania slotów z pięciu do dwóch i tak oto mamy zmianę w tej kwestii, bowiem po zredukowaniu ilości konsol z możliwością pobrania gry, pojawiły się np. Deus Ex: Bunt Ludzkości za 179zł i nieco tańsze Dead Island za 159zł, jednak jedna jaskółka wiosny nie czyni i w taki sposób dodano do oferty sklepu również najnowsze Ratchet & Clanck: All 4 One w cenie… 239zł. Cyfrowa dystrybucja miała być zbawieniem, a nie zupełnym przeciwieństwem początkowych założeń.

 

Co ja czekam?

W nadchodzącym roku 2012 niecierpliwie czekam na restart serii w postaci nowego Tomb Raidera (chyba się skuszę na pierwszy w moim życiu pre-order) i Mass Effect 3, ponieważ dwójka wciągnęła mnie w swój świat po same uszy i nie raczyła zbyt prędko oddać. Na koniec dodam, że odczułem spory ból głowy, kiedy musiałem się zdecydować na tylko jedną grę, która otrzyma miano gry roku. Byłem rozdarty pomiędzy L.A. Noire, Mass Effect 2 i Uncharted 3, jednak ostatecznie wygrały wspomnienia z dzieciństwa i wawrzynowy laur powędrował na głowę Mortala[Chomik]

 

MASZ SWOJE TYPY? NAPISZ O NICH!

Podziel się:Wykop

Recenzja: Move Fitness (PS3)

Move Fitness to kolejny tytuł dedykowany kontrolerowi ruchowemu PlayStation Move, który trafił w moje ręce w celu popełnienia recenzji. Poprzednie tytuły pozwoliły mi się na tyle oswoić z urządzeniem, że do propozycji fitnessu podchodziłem z minimalną dawką uprzedzeń, choć jakieś tam pozostały, bo przecież takie rzeczy to tylko dla kobiet, a prawdziwy facet chodzi tylko na siłownie…

Powiedzmy sobie jednak szczerze, w dzisiejszych czasach, gdzie każdy stara się uszczknąć jak najwięcej z tortu zwanego casual gamingiem, zanika podział na gry prawdziwych facetów i kobiet. Przykłady takie jak Move Fitness idealnie obrazują trend rozruszania graczy niezależnie od płci. Oczywiście, że łatwiej będzie przekonać płeć żeńską do wygibasów przed TV, bo dla niektórych robienie pajacyków może być ujmą na honorze. Na szczęście zakres ćwiczeń jaki oferuje gra powinien zadowolić każdy typ marudy, która spróbuje zagrać (a raczej poćwiczyć) naprzeciw konsoli. Poczynając od pajacyków, mamy ćwiczenia ogólnorozwojowe, treningi bokserskie, ćwiczenia rozluźniające, a nawet cięcie katanami lecących w nas talerzy. Każde ćwiczenie zostało określone czterema parametrami na które wpływa jego wykonywanie – kardio (czyli serce), ręce, tłuszcz, nogi. Wykonując ćwiczenia z naszym trenerem, którego sobie wybieramy na początku, spalamy oczywiście kalorie, ale także zbieramy punkty, ustalając i bijąc swoje rekordy. Po wypełnieniu odpowiedniej ilości paska, włącza się mnożnik punktów, który pozwala nam szybciej osiągać założony cel, a w dalszej perspektywie – dodatkowy czas ćwiczenia.

To co najważniejsze w tego typu produkcjach to odwzorowaniu ruchów, które wykonujemy. I tutaj nie ma żadnej umowności, wszystko jest tak jak robimy, ruchy zostają oddane 1:1. Musimy oczywiście wziąć pod uwagę, że będziemy potrzebować minimum półtora metra od telewizora i dosyć dużo wolnej przestrzeni obok nas i za nami, metr w każdą stronę będzie odpowiedni by wykonać spokojnie wszystkie ćwiczenia. Bo o ile niektóre ćwiczenia nie wymagają większego zakresu ruchów, lub ruszamy tylko rękami w trakcie ich wykonywania, to pozostałe angażują całe ciało. Gra nie ma problemów podczas grania w niedoświetlonym pokoju lub po ciemku, gdyż spokojnie wyłapuje kontrolery Move. Co prawda czasem zdarzy się, że konsola nie wyłapie naszego ruchu, lub zrobi jakieś dziwne zagranie, totalnie nie przystające do ruchu naszej ręki. Jednak jest to na tyle rzadkie, że nie stanowi problemu, który miałby zepsuć wrażenia z gry.

www.youtube.com/watch?v=YqaD1GoDlZI

Jeśli miałbym być szczerym, to nie traktowałbym tego tytułu jako gry, tylko bardziej w kategoriach programu fitness. Grafika jest tutaj naprawdę prosta, schludna. Menusy przejrzyste, łatwo się w nich połapać i nie ma problemu z nawigacją. Co prawda detekcja ruchów jest za czuła i musimy wykonywać spokojne i stonowane ruchy by kursor nie latał po ekranie jak szalony. O muzyce ciężko coś powiedzieć, bo jeśli coś przygrywa w tle, to jest na tyle spokojne i niezauważalne, nie wiem czy faktycznie coś leci w tle.

Polska wersja w grze jest, Sony nie na darmo mówiło o spolszczaniu każdej wydawanej przez siebie gry. I w tym przypadku tłumaczenie jest tylko tekstu, bo więcej w grze prawdę powiedziawszy nie ma. Nasz asystent raczej się nie odzywa, wszelakie komunikaty są wyświetlane za pomocą napisów, na których nie spotkałem żadnego błędu, czy to stylistycznego czy językowego. Polska wersja będzie miała ogromne znaczenie przy wyborze gry dla osób nie grających na co dzień, lub też młodszych osób, więc brawa dla Sony, kolejny już raz.

www.youtube.com/watch?v=DxDqDEMzmdc

Na sam koniec zostają rozważania, dla kogo kierowany jest ten tytuł. I tutaj odpowiedź jest krótka i prosta – dla każdego. Casuale z miłą chęcią pobawią się 30 minut dziennie w wykonywanie ćwiczeń, dzieci potraktują to jako zabawę i sposób odejścia od komputera bez rezygnowania z gry. Inni za to mogą wykorzystywać Move Fitness jako sposób do podtrzymania kondycji w czasie, gdy nie bardzo mogą wyjść poćwiczyć, pobiegać lub wykonać jakiekolwiek inne ćwiczenie lub podjąć wysiłek fizyczny. [Musiol]

platforma: PlayStation 3
nośnik: Blu-ray
HDD:
developer: Coldwood Interactive
wydawca: Sony Computer Entertainment
gatunek: symulator fitness
premiera: 25.11.2011
Lokalizacja: jest
PEGI: 12
gracze: 1

Zalety: dużo ćwiczeń, program treningowy, polska wersja

Wady: potrzeba dużo miejsca, dłuższe posiedzenia mogą nudzić i męczyć

WERDYKT: 7

Podziel się:Wykop

Wesołych Świąt życzy redakcja PS3 Site Polska!

Wszystkim czytelnikom portalu PS3 Site Polska, bywalcom naszego forum oraz klientom naszego sklepu, z całego serca życzymy pięknych, miłych, radosnych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia oraz Szczęśliwego Nowego Roku, obfitującego w huczne premiery, informacje, do których z czystym sercem można przykleić łatkę HOT oraz przede wszystkim – wystarczającej ilości czasu i funduszy, by solidnie ograć każdy warty uwagi tytuł. Oczywiście, nie zapominajcie także o nas, bo dwanaście następnych miesięcy to dla nas kolejne wyzwania – zapewniamy, że damy Wam jeszcze więcej powodów do tego, byście jeszcze częściej do nas zaglądali!Podziel się:Wykop

Z życia redakcji PS3 Site Polska: Vergila rok 2011

Mam nadzieję, że wymierzenie w Waszym kierunku padem od Xboksa 360 nie wywoła żadnego niepożądanego efektu. Muszę bowiem przyznać, że od zawsze stroniłem od wszelkich wojenek, jakie bez przerwy toczą między sobą tak zwani „fanboy’e” poszczególnych firm, toteż postanowiłem, że odrobinkę się tym pochwalę również na łamach PS3 Site. Z czego jestem bardzo rad, to już drugie święta z Wami, dlatego też oszczędzę sobie przedstawiania własnej osoby, bo co nieco zdążyliście się już o mnie dowiedzieć. W ciągu minionych dwunastu miesięcy zaszło w moim „życiu gracza” kilka zmian, z czego najważniejsze to zdecydowanie się na zakup pierwszego jRPG-a (do tej pory nie trawiłem wszystkiego co japońskie, czas to nareszcie zmienić), wejście w posiadanie Xboksa 360 (ta konsola wcale nie jest taka zła moi drodzy…) oraz krótki romans z PSP, które po kilku miesiącach powędrowało do nowego właściciela. Konsole stacjonarne jednak górą.

Kończąc wstęp i przechodząc do dania głównego, muszę także Was uprzedzić, iż fotografia jaką widzicie powyżej to próba sparodiowania okładki Duke Nukem Forever, która zakończyła się dość umiarkowanym powodzeniem… :)

Moja gra roku 2011?

Zgodnie z tym, co napisałem jakiś czas temu w recenzji, oczywiście The Elder Scrolls V: Skyrim. Przez chwilę palmę pierwszeństwa dzierżył Deus Ex: Bunt Ludzkości, miałem nadzieję, że przejmie ją choćby na moment Assassin’s Creed: Revelations (co niestety nie nastąpiło), jednakże to produkcja Bethesdy chwyciła mnie za serce, na nowo robudziła we mnie duszę zagorzałego miłośnika serii The Elder Scrolls i wciągnęła mnie na dobre niczym odkurzacz. Albo nie – niczym czarna dziura! Gra zapewnia kilkadziesiąt, a może nawet kilkaset godzin wspaniałej zabawy, a jej głębię będą w stanie docenić szczególnie Ci, którzy mieli okazję zaznajomić się z wcześniejszymi dziełami twórców i tym samym z wykreowanym przez nich uniwersum. Problemy z działaniem wersji na PlayStation 3? Mnie na szczęście nie dotknęły komplikacje, o których bardzo często pisaliście w komentarzach, toteż z czystym sercem nazywam Skyrim prawdziwym objawieniem obecnej generacji konsol. Niemniej, pamiętajcie – to moja subiektywna opinia i niekoniecznie musicie się z nią zgadzać.

Największy FAIL 2011?

Przyznam szczerze, że miałem w tym miejscu niemałą zagwozdkę. W tym roku bowiem było mi dane zagrać w naprawdę niewielką ilość crapów. Miałem ochotę obsadzić tę pozycję trzecim Killzone’em (po ewentualne argumenty zapraszam tutaj) jednak ostatecznie stwierdziłem, iż na miano mojego prywatnego FAILA o wiele bardziej zasługuje SOCOM: Polskie Siły Specjalne. Dlaczego? Ano przede wszystkim dlatego, że jako miłośnik samotnej zabawy, bardzo łatwo dałem się nabrać na obietnice Saber Interactive, co bardzo szybko odbiło mi się czkawką. Gra jest niestety nudna i monotonna, a sytuacji nie ratuje nawet naprzemienne wykonywanie misji w skórze dwojga skrajnie różnych bohaterów. Dodatkowo, generał Roman Polko, pomijając jego wszelkie militarne zasługi, bez wątpienia ani trochę nie nadaje się na aktora dubbingowego. Co prawda produkcja jest całkiem ładna i dosyć nieźle udźwiękowiona, jednak w ogólnym rozrachunku naprawdę solidnie się na niej zawiodłem. Nie ma co ukrywać, że wbrew szumnym zapowiedziom deweloperów, była przygotowywana z myślą o sieciowych rozgrywkach.

Czarny koń

Tutaj również miałem drobny problem, chociaż szybko zdecydowałem, że najmilej zaskoczył mnie Warhammer 40.000: Space Marine. Po „kopii Gears of War” nie spodziewałem się zbyt wiele, a już w trakcie pierwszych kilkudziesięciu minut zabawy wyszło na jaw, że ekipa Relic dostarczyła nam całkiem solidną produkcję, idealnie wpasowującą się w realia tego charakterystycznego uniwersum. Że niby przeciwnicy nie mogą poszczycić się zbyt wysokim poziomem inteligencji? Że gra w zasadzie sprowadza się do mashowania kilku przycisków? A kogo to obchodzi? Ważne, że warstwa fabularna jest całkiem ciekawa, oprawa graficzna naprawdę ładna, kampania dla pojedynczego gracza dosyć długa, a grywalność stoi tutaj na nieprzeciętnie wysokim poziomie. Zaprawdę powiadam Wam moi drodzy, nie ma to jak celna seria wprost w orkowy łeb, doprawiona morderczym uderzeniem wielkiego topora!

Branżowe zaskoczenie?

Pamiętam jakby to było wczoraj, kiedy swój standardowy poranek redaktora przyszło mi zacząć od napisania informacji o awarii PlayStation Network. Chwilę później okazało się, że usługa padła ofiarą ataku. Mijały dni, a w końcu tygodnie i kiedy wydawało się już, że los całego PSN jest przesądzony, Sony nareszcie udało się uporać ze wszystkimi komplikacjami. Niemniej jednak, niesmak pozostał. A skąd wzięła się cała akcja? Ano, z zapalczywości grupy hakerów, którzy, o ironio, w obronie praw graczy, postanowili odciąć ich od świata na kilkadziesiąt dni…

Czego nienawidzę?

Czy w momencie, w którym na sklepowych półkach debiutowało PlayStation 3, komukolwiek przyszłoby do głowy, że któraś z wielkich korporacji rozpocznie sprzedaż swoich gier w kawałkach na masową skalę? Proceder ten był co prawda znany już wcześniej, jednak dopiero teraz zaczął poważnie dawać nam się we znaki. Póki co plaga dotknęła jedynie MX vs ATV: Alive (jestem wielkim miłośnikiem tej marki, jednak akurat tejże odsłony najzwyczajniej w świecie nie kupiłem i bynajmniej nie mam zamiaru) oraz Ridge Racer na PlayStation Vita. Moment, w którym Uncharted, Batman, Assassin’s Creed czy Grand Theft Auto sprzedawane będą w odcinkach, przejdzie do mojej historii jako ten, w którym z gier wideo przerzuciłem się na szachy.

Na co czekam najbardziej?

Na kolejną generację konsol oczywiście. Bardzo przepraszam, ale co by nie mówić, urządzenia Sony i Microsoftu wyraźnie odstają od tego, do czego powoli zaczynają nas przyzwyczajać komputery klasy PC. Jeśli Battlefield 3 prezentuje się na PlayStation 3 tak, jak na najniższych detalach na PC-cie, to zdecydowanie coś tu jest nie halo. Crysis 2 (oczywiście nie konsolowy), otrzymał darmową łatkę znacznie poprawiającą jakość oprawy, a The Elder Scrolls V: Skyrim na blaszaku wygląda wyraźnie lepiej. Ja wiem, że grafika to nie wszystko, jednak naprawdę zatęskniłem za czasami, w których zwiastuny konsolowych produkcji oglądałem z wypiekami na twarzy, czekając z niecierpliwością na informacje o grach nowej generacji. Chcę po prostu poczuć to po raz kolejny.

Tym optymistycznym akcentem żegnam się z Wami i z całego serca życzę wszystkim (zarówno tym, którzy mnie lubią, jak i tym, którzy za mną raczej nie przepadają) spokojnych i wesołych świąt oraz szczęśliwego Nowego Roku, obfitującego w liczne i huczne premiery, same HOT-newsy oraz przede wszystkim – czasu i wytrwałości na zaliczanie kolejnych hitów!Podziel się:Wykop

Spójrz na premierowy zwiastun Oddworld: Stranger’s Wrath

Poświęć chwilę, usiądź i obejrzyj niespełna dwie minuty czystej klasyki zamkniętej w filmowej pigułce. Spójrz jak kiedyś tworzyło się gry, na jakie stawiano mechanizmy. A później wpadnij do PlayStation Store i podejmij decyzję zakupu Oddworld: Stranger’s Wrath, tytuł wart jest każdej wydanej nań złotówki…

www.youtube.com/watch?v=jl3AbW3yW0I

Podziel się:Wykop

Szalone Kórliki Ubisoftu życzą Wesołych Świąt!

Komentować nie ma tu co, albowiem zawsze gdy na scenie pojawiają się Szalone Kórliki, kradną absolutnie całe show. Nawet jeśli ich pupile dostają paczką z prezentami po głowie…

WESOŁYCH ŚWIĄT ŻYCZY UBISOFT :)

www.youtube.com/watch?v=AshybS3SCKE

Podziel się:Wykop

Ciach, ciach, ciach, ciach i jeszcze raz ciach… czyli Dynasty Warriors Next na zwiastunie [wideo]

Seria Dynasty Warriors nie z kolejnymi generacjami konsol prawie w ogóle się nie zmienia. Powód jest prosty. Fani serii wprost lubują się w hurtowym masakrowaniu przygłupich oponentów, co udowadnia także najnowszy zwiastun Dynasty Warriors Next na PlayStation Vita…

www.youtube.com/watch?v=Q9gCsT9XpqU

Podziel się:Wykop

Boczkowy hełm Dragonborna + suflet z kucharskich ksiąg w The Elder Scrolls V: Skyrim = !?

Nie wiem czy wiecie, ale w The Elder Scrolls V: Skyrim znaleźć można także książki kucharskie, które faktycznie, jeśli się wczytać, zawierają przepisy na przeróżne potrawy możliwe do przyrządzenia w domowym zaciszu…

Co prawda o „boczkowych hełmie +20 do inteligencji” nikt w nich nie wspomina, ale jeżeli chodzi o skyrimowy suflet, to cóż, żal byłoby poniższego materiału wideo nie obejrzeć…

Smacznego ;)

www.youtube.com/watch?v=8CY8-bj76tc

Podziel się:Wykop

GameStop: „Jesteśmy zmuszeni usunąć The Last Guardian z naszego sklepowego systemu…”

Sony Computer Entertainment twierdzi, że plotki dotyczące przerwania prac nad The Last Guardian są wyssane z palca. Z kolei GameStop, jeden z najpoważniejszych handlowych „graczy” na światowych rynkach, w tym samym momencie postanawia wyrzucić tytuł Team ICO z bazy swoich produktów. Przypadek czy może zaplanowana akcja marketingowa?

Początkowy popłoch musimy jednak bezsprzecznie uspokoić. Nie potwierdzono, że prace nad The Last Guardian zostały wstrzymane, o czym przeczytać mogliście zresztą w jednym z poprzednich newsów, jednak faktem jest, że okrutnie się opóźniają, efektem czego jedna z największych sieci sklepów wysyłkowych z grami na świecie postanowiła… zaprzestać przyjmowania zamówień przedpremierowych na grę przy jednoczesnym zwrocie pieniędzy klientom, którzy postanowili już grę zamówić!

Jak informuje rzecznik GameStopu:

The Last Guardian nie zostało co prawda anulowane i z tego co nam wiadomo, prace nad grą nadal trwają. Niestety, wbrew mylnemu powieadomieniu klientów, gra nadal nie posiada konkretnej daty premiery, efektem czego postanowiliśmy usunąć ją z naszego systemu. Jeżeli gra w końcu otrzyma konkretną datę wydania, z pewnością ją przywrócimy i znów będzie można ją przedpremierowo zakupić…

Słowem, nie jest dobrze, możemy mieć tylko nadzieję, że historia odejścia Fumito Uedy z Sony Computer Entertainment nie odbije się branżową czkawką na jakości rodzącego się w bólach The Last Guardian…Podziel się:Wykop

The Elder Scrolls V: Skyrim z przymrużeniem oka

Ekipę Mega64 znamy od lat. Wiemy, że są w stanie rozbawić do łez każdego gracza. Święta Bożego Narodzenia to idealny moment, by na błędy jednej z największych produkcji ostatnich lat spojrzeć z lekkim przymrużeniem oka. Mowa oczywiście o The Elder Scrolls V, które do tej pory wzbudza liczne kontrowersje.

Profesjonalizmu z pewnością nie można im odmówić.

Podziel się:Wykop

Powered by WordPress | Designed by: MMO | Thanks to MMORPG List, Game Soundtracks and Game Wallpapers