Zeszłorocznym nowicjuszem w kadrze był Vergil, a jako najmłodszy członek załogi przedstawiał się Musiol - dzisiaj oba tytuły zgarnąłem ja i nie narzekam z tego powodu, nawet trochę milej mi z tymi broszkami aniżeli bez. Przedstawię wam, kogo wyśmiałem, czym się zachwyciłem, a co mnie pozytywnie (lub nie) zaskoczyło.
Chomik, sosnowiecki rzezimieszek
Przygodę z grami zaczynałem na pececie, na którym pierwsze tytuły, o ile mnie pamięć nie myli, to Croc i Jazz Jackrabbit 2, jednak byłem na tyle młody, że z tych gier nie pamiętam praktycznie nic. Gry na miarę mojego dzieciństwa były dwie. Do dziś pamiętam, jak brat odbierał mnie z przedszkola, by zaraz po przyjściu do domu zagrać kilka partyjek w Mortal Kombat 4 (do którego mam do dziś sentyment). Swoją drogą, ile zwycięstw może odnieść 5-latek z dziewięć lat starszym bratem? Odpowiedź brzmi: dokładnie dwa, z czego jedno poprzez błąd w grze, ale cieszyłem się jak nigdy. Drugą grą były „deskorolki”, czyli nieśmiertelny Tony Hawk’s Pro Skater 2, w którego ciągle lubię sobie zagrać. Z kolegą z osiedla katowaliśmy high score’y nie potrafiąc zrobić ani jednego tricku, do głowy nam wtedy nawet nie przyszło, żeby sprawdzić sterowanie. W wyniku tego staraliśmy się robić High Score, Sick Score, czy co tam jeszcze było, samymi obrotami wokół własnej osi, co nie oznacza, że gra była mniej interesująca. Ach, te maluchy
Kończąc rozczulania nad czasami świetności mojego peceta, muszę wspomnieć, że moją następną platformą do gier było PSP, które posiadałem przez około rok, by zamienić je na PS3, które sprowadziło mnie tutaj – na PS3Site.pl. Wcześniej swoje teksty publikowałem na łamach for (w tym PS3site). Poza grami interesuję się liryką, muzyką (przez zagraniczny rock i metal po starannie wyselekcjonowany ambitny polski hip-hop), human beatboxingiem i piłką nożną. Moje teksty ukazują się co tydzień, piszę od zapowiedzi, przez tanioszki i recenzje, kończąc na publistyce. Skoro wiecie już o mnie sporo niepotrzebnych rzeczy, możemy przejść do moich typów.
Moja gra roku 2011?
Mortal Kombat to wielki tort, który zawiera w sobie wszystkie ulubione smaki dzieciństwa czy młodości fanów serii. To tort, który smakuje jeszcze lepiej po długim katowaniu nas przez twórców spin-off’ami pokroju DC Universe i innymi pierdołowatymi częściami serii. Twórcy powrócili do wręcz obrzydliwej, zbryzganej krwią i flakami brutalności, zremasterowali kultowe tła pojedynków, cieszące nasze ślepia do granic możliwości, wprowadzili obrażenia widoczne na postaciach, a podczas bardziej hardkorowych starć możemy zawiesić oko na wystającym spod skóry żebrze, czy obdartym ze skóry policzku. Gra jest niesamowicie miodna. Każdy, kto miał przyjemność zagrać, musi z wypiętą piersią dumnie przyznać – tak, to jest ten stary, dobry Mortal.
Największy FAIL 2011?
Bezapelacyjnie fejlem roku jest Killzone 3, który do pięt nie dorasta swojemu poprzednikowi. O ile w KZ2 fabuła nie była najmocniejszym elementem, to w KZ3 jest ona po prostu cholernie cienka. Kiedyś w jakiejś gazecie o grach (nie pamiętam tytułu), przed premierą Dooma 3, spotkałem obrazek, który odnosił się do poziomu ciemności pomieszczeń w serii, gdzie w pierwszej części było jasno, w drugiej ciemniej, a w trzeciej po prostu czarny ekran. Klimat Killzone’a 2 był budowany poprzez brudne, szare kolory, które w niegodnej następczyni zostały wrzucone z impetem do kosza, niczym kartki maszynopisu pisarza, który jest świadom swojej niemocy. Zostały zastąpione przez tradycyjną paletę kolorów, co mi zdecydowanie nie przypadło do gustu. Jednak znajdzie się i malutka pochwała, ponieważ w grze znalazł się co-op, który jest tak bardzo pomijany przez wydawców.
Czarny koń

A tutaj mała niespodzianka, bowiem czarnym koniem roku 2011 jest…Polska! Szkoda, że nie możemy tego powiedzieć o naszej reprezentacji w kontekście nadchodzącego Euro, ale wracamy z powrotem do tematu. Miniony rok dał znać polskim graczom, że my również mamy swój rodzimy rynek gier, który prężnie się rozwija, dzięki czemu możemy myśleć w jasnych barwach o grach z polskich stajni. Doczekaliśmy się takich tytułów jak rewelacyjny Wiedźmin 2, Bulletstorm, Afterfall: Insanity, Call of Juarez: The Cartel, Dead Island i Sniper: Ghost Warrior (którego kolejna część już powstaje). O ile na Wiedźmina 2 i Afterfall nie bardzo mamy na co liczyć, że zawirują w czytnikach naszych chlebaków, o tyle reszta gier mogła już zostać przez nas spokojnie ograna. Pewnie sobie myślicie: „Call of Juarez, Afterfall, wielki mi tytuły”. Kiedyś trzeba nabrać doświadczenia i wyciągnąć wnioski z popełnionych błędów, prawda?
Branżowe zaskoczenie?
Moim faworytem w tej kwestii jest rozpad Team Bondi, które pomimo sprzedania ponad 4 mln kopii wyśmienitego L.A. Noire, zostało zamknięte przez kłótnie z Rockstar o nadgodziny, problemy w zarządzaniu, a przede wszystkim o wpompowane w projekt pieniądze – czyli standard. Przykro mi było, gdy o tym usłyszałem, ponieważ sukces gry nie przełożył się na sukces jej twórców. Mimo to ekipa nie poddaje się i już tworzy kolejny tytuł, który, jak zapowiedziano, ma mieć najlepszą fabułę ze wszystkich gier wideo. Ja już ocieram łezki i zacieram rączki na nowy twór.
Czego nienawidzę?
PlayStation Store powstało z myślą przedstawienia oferty gier, które miały być tańsze dla odbiorcy, m.in. o transport, tłoczenie płyt, jak i samą płytkę, drukowanie, wkładanie tego i takie tam, a tym czasem dostawaliśmy gry nawet droższe – a to przez składki, które nie pozwalały po prostu na odejmowanie tych kosztów, więc twórcy gry dostępne w sklepach za przykładowe 189zł, wystawiali je po powiedzmy 239zł (na przykładzie BF3). W końcu ktoś wyszedł z pomysłem zredukowania slotów z pięciu do dwóch i tak oto mamy zmianę w tej kwestii, bowiem po zredukowaniu ilości konsol z możliwością pobrania gry, pojawiły się np. Deus Ex: Bunt Ludzkości za 179zł i nieco tańsze Dead Island za 159zł, jednak jedna jaskółka wiosny nie czyni i w taki sposób dodano do oferty sklepu również najnowsze Ratchet & Clanck: All 4 One w cenie… 239zł. Cyfrowa dystrybucja miała być zbawieniem, a nie zupełnym przeciwieństwem początkowych założeń.
Co ja czekam?
W nadchodzącym roku 2012 niecierpliwie czekam na restart serii w postaci nowego Tomb Raidera (chyba się skuszę na pierwszy w moim życiu pre-order) i Mass Effect 3, ponieważ dwójka wciągnęła mnie w swój świat po same uszy i nie raczyła zbyt prędko oddać. Na koniec dodam, że odczułem spory ból głowy, kiedy musiałem się zdecydować na tylko jedną grę, która otrzyma miano gry roku. Byłem rozdarty pomiędzy L.A. Noire, Mass Effect 2 i Uncharted 3, jednak ostatecznie wygrały wspomnienia z dzieciństwa i wawrzynowy laur powędrował na głowę Mortala. [Chomik]




Grudzień 26th, 2011
admin 








